Na jednej z ostatnich sesji usłyszałam zdanie, które naprawdę ze mną zostało.
„Nie wiedziałam i nadal nie wiem, czego się spodziewać. Trochę myślałam, że to będzie jak rzucenie zaklęcia i stanie się magia.”
Było w tym coś rozbrajająco szczerego.
Wiele osób przychodzi na pracę z emocjami z podobną nadzieją – że wydarzy się coś wyraźnego, odczuwalnego od razu. Że poczują ulgę. Że ciężar, który noszą od lat, nagle zniknie.
I chcę powiedzieć jasno: czasem tak właśnie bywa.
Są emocje, które są „na powierzchni”. Czekają na uwagę, na bezpieczną przestrzeń. Kiedy dostają miejsce, potrafią uwolnić się szybko. Ciało mięknie. Oddech się pogłębia. Napięcie puszcza. Pojawia się lekkość, której dana osoba nie czuła od dawna.
To są te momenty, które wiele osób nazywa magią.
I ja je widuję w zasadzie każdego dnia.
Ale są też inne sytuacje. Głębsze warstwy.
Emocje, które powstały bardzo dawno temu. Które były powtarzane przez lata. Które stały się częścią sposobu radzenia sobie ze światem. Częścią tożsamości.
W takich tematach proces potrzebuje więcej czasu.
Nie dlatego, że coś nie działa.
Nie dlatego, że ktoś „nie potrafi”.
Tylko dlatego, że układ nerwowy musi poczuć realne bezpieczeństwo, zanim puści coś, co kiedyś było formą ochrony.
Tego nie da się przyspieszyć na siłę.
Często nie doceniamy, jak ogromny wpływ mają emocje na nasze życie. Myślimy, że problem leży w sytuacji, w relacji, w pracy, w braku motywacji. A pod spodem bywa niewyrażony smutek. Zamrożona złość. Stary lęk, który wciąż steruje reakcjami.
Emocje nie znikają dlatego, że przestajemy o nich myśleć. One zapisują się w ciele. W napięciu karku. W ściśniętym brzuchu. W automatycznej reakcji „uciekaj” albo „zamknij się”.
Dlatego praca z nimi nie zawsze wygląda spektakularnie.
Czasem zmiana jest subtelna. Ktoś reaguje odrobinę spokojniej niż zwykle. Nie wchodzi w stary schemat. Stawia granicę tam, gdzie wcześniej milczał. Zauważa coś w sobie szybciej niż kiedyś.
To nie są fajerwerki.
Ale to są realne przesunięcia.
Z takich właśnie przesunięć buduje się trwała transformacja.
Magia w tej pracy nie polega na tym, że coś dzieje się bez naszego udziału. Ona dzieje się wtedy, gdy zaczynamy czuć to, co wcześniej było zbyt trudne. Gdy przestajemy walczyć z własnymi emocjami. Gdy zamiast od nich uciekać, zauważamy je i akceptujemy.
Czasem to szybkie i intensywne.
Czasem spokojne, rozłożone na tygodnie czy miesiące.
Obie drogi są w porządku.
Jeśli jesteś w procesie i zastanawiasz się, czy to działa – zobacz, czy coś w Tobie jest choć trochę bardziej świadome niż wcześniej. Choć minimalnie spokojniejsze. Odrobinę bliższe prawdy.
Bo tak najczęściej wygląda głęboka zmiana.
Nie jak zaklęcie, ale jak stopniowy, spokojny, bezpieczny i coraz pewniejszy powrót do siebie.
I to jest właśnie magia
Wiola Antoniak-Kozłowska
tel. +48 698 690 0 71