Przyszłaś do mnie kilka dni temu z bólem. Dosłownym, fizycznym. Pojawił się nagle, podczas wykonywania zwykłych obowiązków służbowych. Przeszywający, paraliżujący, tak intensywny, że nawet najdrobniejszy ruch – zwykłe schylenie się, a nawet głębszy oddech – potęgowały go do granic wytrzymałości. Twoje ciało nie zostawiło wątpliwości – coś wołało o uwagę.
Ale przecież dobrze wiemy, że ciało nie woła bez powodu.
Usiadłaś w moim gabinecie z ostrożnością w każdym geście, z widocznym napięciem. I mimo tego ogromnego dyskomfortu – byłaś gotowa sięgnąć głębiej. Zatrzymać się. Usłyszeć siebie.
Rozpoczęłyśmy sesję – cichą, subtelną, odbywającą się wyłącznie na poziomie energetycznym i kwantowym. Bez dotykania ciała, bez nacisku. Pozwoliłyśmy energii przepłynąć, rozpuścić to, co zastygło w bólu. Z uważnością kierowałyśmy uwagę tam, gdzie zablokowane emocje zatrzymały swój ruch.
I wtedy to się stało.
Ulgę poczułaś natychmiast. Ból ustąpił w 90%. W Twoich oczach pojawiło się zaskoczenie zmieszane z ulgą, a w ciele – oddech. Prawdziwy, głęboki, lekki. Jakby wracała do Ciebie przestrzeń. Spokój. Siła.
Następnego dnia… dostałam od Ciebie wiadomość:
„Nie ma śladu po bólu. Czuję się dobrze. Swobodnie się poruszam. Wróciłam do siebie.”
I ja znów poczułam ogromną wdzięczność – za Twoją odwagę, zaufanie, za tę wspólną, subtelną podróż do miejsc, które zwykle pozostają w cieniu.
To nie czary. To Twoje ciało i jego mądrość. To energia, która – gdy tylko pozwolimy – znajduje drogę do uzdrowienia.
Jeśli czytasz to i czujesz, że coś w Tobie czeka na poruszenie – może właśnie teraz jest dobry moment.
Z miłością, uważnością i cichą obecnością,
Wiola Antoniak-Kozłowska