Cudowny Człowieku

Wczoraj pojawiłeś się w moim gabinecie.

Wszedłeś trochę przygarbiony, z ciężarem, którego sam nie potrafiłeś nazwać. Zmęczony. Bez energii. W oczach miałeś smutek, który nie był dramatyczny, ale cichy, uporczywy, przyczajony. Mówiłeś o bólu głowy, napięciu w karku, o tym, że nawet codzienne rzeczy wydają się trudniejsze niż zwykle. A przecież „nic się nie stało”… prawda?

Ale my wiemy, że ciało nigdy nie kłamie. Przyszło, bo miało coś do powiedzenia.

Podczas naszej wspólnej pracy otworzyła się przestrzeń – spokojna, bezpieczna, prawdziwa. Krok po kroku zanurzyliśmy się głębiej, by dotknąć tego, co domagało się uwolnienia. Było tam jedno konkretne zdarzenie – zawodowe, z pozoru zakończone, które wydarzyło się ponad dwa miesiące temu. Ale emocja, która wtedy powstała, została. Zakleszczona w ciele, cicho wpływała na Twój nastrój, na napięcia, na Twoją codzienność.

I wtedy pozwoliłeś sobie poczuć. Odpuścić. Uwolnić.

Wyszła ogromna ilość energii – ciężkiej, gęstej, zmęczonej. Widziałam, jak z każdą minutą odzyskujesz siebie. Nie musiałeś mówić wiele – wszystko działo się pod powierzchnią, tam, gdzie często nie zaglądamy sami.

Dziś już wiem, że kilka godzin później uśmiechnąłeś się do siebie. Że odetchnąłeś inaczej – głębiej, pełniej. Zadzwoniłeś. Głos spokojny, zrównoważony. Powiedziałeś, że czujesz się lekko. Że wróciła energia, że głowa jakby wyciszona, ciało wolne. I że jesteś wdzięczny.

A ja też jestem.

Za zaufanie. Za odwagę. Za to, że pozwoliłeś mi towarzyszyć Ci w tej drodze.

Jeśli czytasz to i coś w Tobie poruszyło się choćby odrobinę – być może to też czas dla Ciebie. Czas, by przyjść, usiąść, posłuchać siebie. Delikatnie. Bez presji. W swoim tempie.

Jestem tutaj. Gotowa.

Z uważnością i ciepłem,
Wiola Antoniak-Kozłowska