Historia jednej sesji – o spokoju, który wrócił po latach

Czasem jedna scena potrafi towarzyszyć nam przez całe życie…

Niepozorne wspomnienie z dzieciństwa, które utkwiło tak głęboko, że mimo upływu lat wciąż wywołuje napięcie w ciele, niewidoczny niepokój, trudny do opisania brak wewnętrznego spokoju.

„Od lat noszę w sobie coś, co nie pozwala mi naprawdę odpocząć. Niby żyję, funkcjonuję, ale jakby cały czas coś we mnie czuwało, jakby czegoś się bało…” – w ten sposób rozpoczęła rozmowę kobieta, z którą rozpoczęłam pracę.

Podczas rozmowy wspomniała, że od dziecka – właściwie od około szóstego roku życia – towarzyszy jej jeden obraz, którego nie potrafi się pozbyć. Moment rozstania z ukochaną kuzynką po wspólnej zabawie. Po prostu się pożegnały, każda wróciła do siebie – a kilka godzin później dziewczynka zginęła tragicznie.

Z tym obrazem przez całe życie szło też coś głębszego – poczucie winy. Bo po tragedii słyszała rozmowy dorosłych -rodziców, dziadków – ich półsłówka, pytania, złość, smutek.

„Gdyby się nie bawiły, może by to się nie stało…”

„Gdyby razem wracały do domu, ona by żyła…”

Choć nikt nie obwiniał jej wprost, dziecięce serce zarejestrowało wszystko – ton głosu, spojrzenia, półsłówka. Głosy dorosłych wciąż rozbrzmiewały w jej głowie, jak echo, którego nie potrafiła uciszyć.

W sesji cofnęłyśmy się do tamtej chwili. Do emocji sześcioletniej dziewczynki, która nie rozumiała, co się dzieje. Był obraz – kuzynka i ona, rozstanie, chwila beztroski, która stała się końcem. Były też słowa dorosłych, przerażenie, paraliż. Ciało pamiętało – każda komórka przechowywała lęk, napięcie i ciężar winy.

Krok po kroku, delikatnie i z uważnością, pozwalałyśmy tym emocjom wypłynąć. Bez oceniania, bez wypierania. Przyszło wzruszenie. Przyszło głębokie uwolnienie.

A potem wydarzyło się coś poruszającego – zapytałam ją, czy nadal widzi ten dawny obraz. Zamilkła, zamknęła oczy, po czym powiedziała:

„Nie widzę go już. On… zniknął. A w głowie też cisza. Nie słyszę tych rozmów.”

„To bardzo dziwne… po tylu latach, już go nie ma. Jak to możliwe?” – powiedziała z wyraźnym zaskoczeniem, które jeszcze przez chwilę malowało się na jej twarzy.


Chwilę później ustąpiło miejsca… ciszy. Spokojowi.
Takiemu, którego – jak sama przyznała – szukała całe życie.

Anna Kubalska