Jak zdalna sesja uwolniła radość w małym chłopcu
Niedawno miałam przyjemność wykonać sesję uwalniania emocji kilkuletniemu chłopcu. To była praca zdalna – bez jego fizycznego udziału, ale z pełną zgodą i intencją ze strony rodziców.
Podczas sesji, nie koncentrowałam się na żadnym konkretnym problemie. Celem było ogólne wsparcie, oczyszczenie przestrzeni i delikatne przywrócenie wewnętrznej równowagi.
W trakcie sesji oczyszczałam przestrzeń chłopca z energii ofensywnych i wysokoofensywnych. Można to porównać do oczyszczania ogrodu z chwastów – niczego nie zmieniamy na siłę, ale usuwamy to, co przeszkadza w swobodnym wzroście. Gdy znikają ukryte napięcia i obciążenia, naturalna lekkość może wrócić na swoje miejsce.
Około trzy tygodnie po sesji rodzice zauważyli coś niespodziewanego – chłopiec, który wcześniej doświadczał silnych atak ow paniki na myśl o zagranicznych podróżach, poprosił rodziców o zorganizowanie takiej podróży a o samym wyjeździe mówił z entuzjazmem i radością.
Bez presji, bez pracy „nad lękiem” czy konkretną traumą. Po prostu… coś się zmieniło.
Pojawiła się lekkość, śmiech, otwartość – jakby jego wewnętrzny ogród znowu miał przestrzeń, by zakwitnąć.
To jeden z tych „efektów ubocznych”, które tak naprawdę są najpiękniejszym potwierdzeniem, że cicha, głęboka praca przynosi prawdziwe zmiany – w swoim czasie i w zgodzie z tym, co naprawdę potrzebne.
Wioletta Antoniak Kozłowska